“czy jest mi chujowo z faktem, że jestem złym człowiekiem ? nie bardzo. a dlaczego? bo serio, nie lubię pomagać ludziom i jeśli ktoś przeze mnie płacze to mam to w dupie i nawet nigdy nie mam zamiaru przepraszać. taka moja natura..”
Chcąc odczytać emocje jakie towarzyszą danej osobie partner najczęściej przygląda się twarzy rozmówcy. Na to w jaki sposób można odczytać emocje za pomocą mimiki drugiej osoby duży wpływ ma kontekst sytuacji. Osoba, która płacze niekoniecznie jest smutna, może wzruszać się z radości.
Ile z nas płacze po? Okazuje się, że smutek po stosunku jest powszechnym zjawiskiem. Według ankiety, której wyniki opublikowano na łamach „Sexual medicine”, 46% badanych przyznało, że choć raz przeżyli taki smutek. I chociaż w badaniach skupiano się na kobietach, to syndrom ten dotyczy też mężczyzn.
Dziewczyna pracująca na poczcie: Powiedział, że jak będzie miał czas, to przyjedzie do mnie i razem gdzieś wyskoczymy. Rozumiesz? Pućka: Uhm. No ale jak, zadowolona jesteś? Dziewczyna pracująca na poczcie: Ja? No pewno. A ty? Pućka: Bardzo. W ogóle warto było przyjeżdżać, nie? Dziewczyna pracująca na poczcie: Fajnie było, no nie.
Podstawy tego, co robić, gdy kobieta płacze. Czujemy cię, stary. To może być naprawdę niezręczne wiedzieć, jak właściwie zareagować. Dlatego podamy ci podstawową listę Dos, która nigdy cię nie zawiedzie, gdy twoja dziewczyna łzy. # 1 Słuchaj. Nie każdy problem wymaga rozwiązania. Mężczyźni mają tendencję do naprawiania
Mój były chce do mnie wrócic. 2011-03-07 13:26:36 dziewczyna płacze 2011-02-26 19:43:01 Dziewczyna mnie rzuciła i chce wrócic , co robic? 2013-08-01 22:21:52
Książka "Dziewczyna, która nie płacze" opowiada o losach szanowanej rodziny, ciężko doświadczonej przez życie. Jej bohaterka a zarazem autorka przedstawia, w jaki sposób człowiek szybko może zostać strącony na sam dół, co miało miejsce właśnie w jej rodzinie.
9z1TN. fot. Adobe Stock, pololia Zawsze była taka cichutka i grzeczna, taka delikatna. Dlatego robiłam wszystko, aby odgrodzić ją od złego, niebezpiecznego świata. No i, jak się okazało, osiągnęłam odwrotny efekt. Pamiętam, że kiedy patrzyłam w szpitalu na buzię swojej dopiero co narodzonej córeczki, ze wzruszeniem myślałam o tym, jak bardzo ją kocham. Obiecywałam sobie ze wszystkich sił chronić ten cud przed złem tego świata. – Jest taka spokojna – dziwił się mój mąż. – Inne dzieci drą się wniebogłosy, a nasza Asia prawie wcale nie płacze. – Cieszcie się z tego! – zaśmiała się wtedy mama. – Jak teraz jest grzeczna, to i później będzie. Miała rację. Lata mijały, Asia rosła, a my nie mieliśmy z nią praktycznie żadnych kłopotów. Była bardzo grzeczną dziewczynką. Wszyscy chwalili ją za dobre zachowanie. Najpierw w przedszkolu, potem w szkole. Uczyła się świetnie i dla wszystkich była miła, nigdy żadnej skargi na nią nie usłyszałam. – Pani córka to złote dziecko – mawiała nasza sąsiadka. – Zawsze „dzień dobry” powie, pogada chwilkę. A ostatnio zakupy pomogła mi wnieść na piętro. Byłam z niej naprawdę dumna. Widziałam, jakie problemy ze swoim potomstwem mają moje przyjaciółki. Współczułam im, lecz w duchu cieszyłam się, że Asia tak różni się od innych dzieci, które potrafiły na środku ulicy wykrzyczeć rodzicom w twarz, że ich nienawidzą. Zresztą uważałam, że to moja zasługa, bo dobrze ją wychowałam. – Jak w szkole, kochanie? – pytałam, gdy wracała po lekcjach do domu. – Dobrze, mamusiu – uśmiechała się do mnie i zaczynała opowiadać. Mówiła o ocenach, sprawdzianach, zadaniach domowych. Często rozmawiałyśmy też na temat historii, która była wielką pasją Asi. Nigdy natomiast nie wspomniała o żadnych koleżankach. Kazimierz dziwił się temu trochę. – Zauważyłaś, że Asia nigdzie nie wychodzi? Tylko siedzi nad książkami. – I bardzo dobrze – odparłam. – Wolałbyś, żeby szwendała się po ulicy? Nie puszczałam jej na plac zabaw To nie tak, że zabraniałam jej wychodzić. To znaczy kiedyś, jak była młodsza, rzeczywiście tak było, ale bałam się o nią. Jeszcze wpadłaby pod samochód albo porwałby ją jakiś zboczeniec. Mama mówiła, że mogłabym chociaż wypuścić małą na plac zbaw przed domem. Że niby wszystko z okna bym widziała. Ale co by mi to pomogło? Gdyby ktoś chciał zrobić jej krzywdę, nawet nie zdążyłabym zareagować. A ona była taka niewinna i łatwowierna. Myślała, że wszyscy ludzie są dobrzy… Jednak teraz, gdy córka miała już prawie 13 lat, byłabym nawet zadowolona, gdyby spotkała się od czasu do czasu z jakąś koleżanką. Ale ona nie chciała. Wolała siedzieć w domu i studiować książki. Pewnego dnia zachowanie Asi po powrocie ze szkoły wydało mi się dziwne. Rzuciła tylko krótkie „cześć”, po czym szybko zniknęła w swoim pokoju. Nigdy dotąd tak się nie robiła. Zawsze rozmawiałyśmy i wysłuchiwałam szczegółowej relacji z tego, co było na lekcjach. Zaniepokojona delikatnie zapukałam do drzwi. – Kochanie, wszystko w porządku? – spytałam, wsuwając głowę do pokoju. – Tak, mamo – odparła, lecz jej głos zabrzmiał nienaturalnie, jakby powstrzymywała się od płaczu. Weszłam do niej, a ona natychmiast odwróciła głowę w drugą stronę. – Córciu, spójrz na mnie – poprosiłam i Asia niechętnie spełniła moją prośbę. Doznałam szoku, gdy zobaczyłam jej twarz. Miała zaczerwienione, napuchnięte od płaczu oczy i wielkie fioletowo-zielone limo, które sprawiało, że wyglądała jak miś panda. Przy jej małym, piegowatym nosku dostrzegłam zaschniętą krew. – Mój Boże! Co ci się stało? – zawołałam, przytulając ją mocno. Asia jednak nie chciała nic powiedzieć. Nie pomogły namowy, prośby ani nawet groźby. Milczała jak zaklęta. Nie wiedziałam, co robić! Po chwili wahania wybrałam numer jej wychowawczyni. Przedstawiłam sprawę, ale kobieta nie potrafiła mi pomóc. Twierdziła, że nie zauważyła, żeby działo się coś złego. Obiecała tylko, że skontaktuje się ze szkolnym psychologiem i zacznie uważniej przyglądać się swojej najlepszej uczennicy. Gdy Kazik wrócił z pracy, już w progu oznajmiłam mu: – Asia przyszła ze szkoły z podbitym okiem. Nie powiedziała mi, co się stało. Miałam ochotę zadzwonić do niego już wcześniej, ale nie chciałam go denerwować. Mój mąż jest chirurgiem. Ma bardzo odpowiedzialny zawód i kiedy pracuje w szpitalu, musi być w najwyższej formie… Teraz wspólnie doszliśmy do wniosku, że o sprawach nastolatek najwięcej wiedzą ich rówieśnicy. Najlepiej więc wypytać jakąś koleżankę. Tylko kogo? Czy nasza córka miała w ogóle jakichś znajomych? – Pamiętasz, kiedyś wspominała o Kamili, z którą siedzi w jednej ławce – powiedziałam do Kazika. Od wychowawczyni Asi wydobyłam numer telefonu dziewczynki… Kamila sprawiała wrażenie speszonej. Od razu wyczułam, że coś wie, lecz waha się, czy nam o tym powiedzieć. Ja jednak mocno naciskałam. – To Marlena i Dominika – wydusiła z siebie w końcu. – Od dawna dokuczają Aśce, ale wczoraj przesadziły… – Jak to od dawna? – przeraziłam się, bo córka na nic się nie skarżyła. – No… właściwie od początku, jak tylko przyszły do naszej klasy rok temu – wyjaśniła Kamila. – Śmieją się z niej, wyzywają… no i czasem któraś Aśkę uderzy jak dziś. Tylko proszę nie mówić, że wie to pani ode mnie! Zadzwoniłam do rodziców tych dziewuch Byłam skołowana. Jak to w ogóle możliwe? Dlaczego moja córeczka nic mi nie powiedziała? Sądziłam przecież, że miałyśmy dobry kontakt… A zaraz potem ogarnęła mnie wściekłość. Nie pozwolę skrzywdzić mojego dziecka! Żadne rozpuszczone gówniary nie będą bić mojej Asieńki! Natychmiast chwyciłam za telefon i jeszcze raz zadzwoniłam do wychowawczyni, informując ją o wszystkim. Potem obdzwoniłam rodziców tych wstrętnych smarkul, które dokuczały mojej córce. Postraszyłam ich policją, sądem, poprawczakiem i wszystkim, co najgorsze, jeśli nie zrobią porządku ze swoimi dziećmi. Rozpętałam prawdziwą burzę! Mąż próbował mnie powstrzymać. – Uspokój się, bo narobisz małej jeszcze większych kłopotów – mówił. – Oszalałeś chyba – fuknęłam. – Przecież ja jej pomagam! Niestety, wkrótce okazało się, że to Kazimierz miał rację. Kilka dni po tamtych wydarzeniach moja córka wpadła do domu rozwścieczona. Policzki miała zaróżowione od gniewu, z jej oczu ciskały gromy. Nigdy jeszcze nie widziałam jej w takim stanie. Moja malutka, bezbronna Asia przeobraziła się w agresywną bestię. – Jak mogłaś! – zawołała od progu. – Powiedziałaś wszystkim! – Ale o co chodzi, kochanie? – spytałam, oszołomiona jej wybuchem. – Dobrze wiesz! – wrzasnęła. – Powiedziałaś im, że Marlena z Dominiką mnie biją! Nauczycielom, ich rodzicom! – A czy tak nie jest, Asiu? Dzięki temu już więcej nie stanie ci się krzywda… – Nic nie rozumiesz! – przerwała mi. – Zawsze miałam w szkole przerąbane! Byłam samotnikiem i kujonem, bo nie pozwalałaś mi wychodzić i ciągle musiałam się uczyć. Ale do tej pory nie było tak źle. Raz na jakiś czas mi się dostało, i tyle… A teraz jestem dla nich donosicielką i już w ogóle nie będę miała życia! A wszystko przez ciebie! Po tych słowach z płaczem wybiegła z pokoju. Przez chwilę stałam oniemiała, nie do końca rozumiejąc, co się właściwie stało. Wtedy podszedł do mnie mąż. Położył mi rękę na ramieniu i rzekł cicho: – Mówiłem ci, kochanie. Świat nastolatków rządzi się swoimi prawami. Będzie mogła zacząć od nowa Byłam załamana. Pragnęłam tylko ustrzec moją córkę przed tym, co złe. A teraz, po latach, dowiedziałam się, że zamiast jej pomóc, sprowadziłam na nią nieszczęście. Najpierw odgradzając ją od rówieśników, przez co mieli ją za dziwoląga. Potem sprawiając, że przylgnęła do niej łatka „kabla”, a to podobno najgorsza obelga dla nastolatka. Nie chciałam, żeby tak się stało… Opadłam na fotel i rozpłakałam się. – Przestań, Krysiu – Kazik próbował mnie uspokoić. – Może ja z nią porozmawiam? Jak myślisz? Skinęłam głową, ocierając łzy, a on zapukał do drzwi pokoju Asi. – Chyba wiem, jak ci pomóc. Mogę wejść? – spytał, wchodząc do środka. Pół godziny później wyszedł z uśmiechem na twarzy. – Przeniesiemy ją do innej szkoły – powiedział. – Tam będzie mogła na nowo ułożyć sobie stosunki z rówieśnikami. – Ale… – zaczęłam, lecz przerwał mi: – Asi spodobał się ten pomysł. Twierdzi, że od dawna o tym marzyła. Przez lata żyłam w kłamstwie. Myślałam, że wiem wszystko o swojej córce. Sądziłam, że jest szczęśliwym dzieckiem, a ja jestem idealną matką. Teraz mam świadomość, że nigdy nie przyglądałam się jej wystarczająco wnikliwie i nie myślałam o tym, czego ona pragnie. Muszę spróbować to jakoś naprawić. Czytaj także:„Przez intrygę Kaśki żona grozi mi rozwodem. Ta desperatka nie może pogodzić się z tym, że nie tknąłbym jej nawet kijem”„Jacek był moim dobrym kumplem, a przy okazji >>pogotowiem seksualnym<<. Ten układ działał świetnie. Do czasu...”„Znudziła mnie rola ojca, więc porzuciłem żonę i syna. Wolę obiadki mojej mamy i wygodną kanapę niż pieluchy i krzyki”
Więcej wierszy na temat: Życie « poprzedni następny » Dla moje Kochanej Mamy..która przeze mnie często płacze...denerwuje sie...a ja czasem tak bardzo ją ranie..Przepraszam..! Przepraszam Cię Mamo, że na Ciebie krzyczę… I za to że Cię czasem nie nawidze.. Za to że jestem nie dobra dla Ciebie… Za to że beze mnie byłoby Ci jak w niebie… I jeszcze za to że nie słucham Cię czasami… A przecież chcesz dla mnie dobrze… I że w śmierć przenoszę się myślami… Chociaż los obdarzył mnie wspaniała Mamą szczodrze… Wybacz mi proszę te wszystkie słowa.. Które jak igły wbijają się w serce Twe… Przebacz mi proszę…dobre chwile tylko zachowaj… Nie zrozum mych słów źle…. Ja nie chciałam Cię zranić… Przecież dobrze o tym wiesz… Ty mnie kochasz i to za nic.. Mamuś ja Cię kocham tez! I zbyt często nie myślałam… Że Cię może nie być… JA naprawdę …ja nie chciałam… Wiem ile musisz przeze mnie przeżyć… Zbyt wiele mówię słów które Cię bolą.. Przepraszam…nigdy Ci tego nie mówiłam… A przecież te słowa jak róże Cię Kolą… Mamo..przepraszam ze Cię zraniłam… I za to że codziennie… ,,Dodaje gwóźdź do Twej trumny’’ Że żyje tak beznadziejnie… Że nikt z zachowania mego nie jest dumny… Że trzaskam drzwiami...głośno Wrzeszcze… Że wyzywam Cię…az przechodzą dreszcze… Wszystko bys dla mnie zrobiła… Nigdy sama byś mnie nie zraniła!! Mamo ja chciałabym się zmienić…abyś była szczęśliwa… Aby Twoja miłość do mnie zawsze była prawdziwa… Mamusiu wybacz mi! Napisany: 2007-03-04 Dodano: 2007-03-04 22:52:20 Ten wiersz przeczytano 6294 razy Oddanych głosów: 15 Aby zagłosować zaloguj się w serwisie « poprzedni następny » Dodaj swój wiersz Wiersze znanych Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński Juliusz Słowacki Wisława Szymborska Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński Halina Poświatowska Jan Lechoń Tadeusz Borowski Jan Brzechwa Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer więcej » Autorzy na topie kazap Ola Bella Jagódka anna AMOR1988 marcepani więcej »
W artykule: Denerwuje Cię płacz Twojego dziecka? Ja też kiedyś to przeżywałam. Aż do chwili, kiedy odkryłam, o co w tym tak naprawdę chodzi i co z tym zrobić. Chcę się podzielić z Tobą czymś, co odkryłam u siebie jakiś czas temu — a co mnie zdziwiło: dlaczego czasem reaguję złością na płacz któregoś z naszych dzieci. To przez nich się złoszczę! Kiedyś sądziłam, że to jest naturalne i nic nie da się z tym zrobić. Skoro dziecko krzyczy i płacze, a ja chcę w danej chwili spokoju, to mam prawo do złości i to oczywiste, że ją przeżywam. W moich myślach nacisk położony był na to, że złość płynie z zewnętrznych okoliczności życia, w jakich się znajduję. Przykładowo: chciałam poczytać książkę, a nagle ktoś zaczyna krzyczeć i płakać, dlatego czuję złość, nie mogąc zrobić tego, co chciałam. Albo denerwuję się, bo kolejny raz synowie się pokłócili i któryś z nich płacze, a ja przecież tyle razy już im mówiłam, że tak się zwykle kończą ich zaczepki. Myślałam: Gdyby oni zachowywali się inaczej, ja mogłabym pozostać spokojna! Przyczyn mojej złości upatrywałam w zewnętrznym świecie. W tym wypadku było to konkretne zachowanie dziecka i to, jakie okoliczności życia mi „zgotowało” swoim działaniem. Oczywiście – ja “mam prawo” do swojej złości! Każda emocja jest ok i nie ma sensu jej wartościować, bo w ten sposób robimy krzywdę sami sobie. To nie sama złość stanowi jakikolwiek problem – ona jest naturalnym, ważnym i potrzebnym elementem naszego życia! Warto tylko pamiętać, że moje emocje tworzą się we mnie (a Twoje tworzą się w Tobie). Obwinianie świata i ludzi wokół nas za ich pojawienie się, nie jest prawdą o tym, co się dzieje. Ponadto – upatrywanie ich przyczyn wyłącznie w świecie zewnętrznym sprawia, że nic nie mogę z tym zrobić. Skoro denerwuje mnie płacz dziecka to tak po prostu jest i dopóki ono nie przestanie płakać, ja nic nie jestem w stanie z tym zrobić. W pewnym momencie jednak doznałam olśnienia, o co tak naprawdę mi samej chodzi. Co chcę dać moim dzieciom? Zaczęłam się zastanawiać – skoro dziecko płacze, ponieważ się przewróciło i coś je boli, dlaczego ja czuję irytację? Dlaczego nie mam wtedy ochoty go przytulać i pocieszać? Wprost przeciwnie – zaczynają pojawiać się u mnie myśli: Myślałam: Nie będę ich teraz pocieszać, nie będę za nimi chodzić, nie będę ich przytulać. Sami wiedzieli, czego mogą się spodziewać. Tego typu myśli chodziły mi po głowie i towarzyszył im żal, niechęć, irytacja i złość. Sama byłam zdziwiona tym, jak się czuję i co się we mnie dzieje! Nie za bardzo mi się to wszystko podobało i długo zastanawiałam się, co z tym zrobić. W pewnym momencie pojawiło się w mojej głowie pytanie: Kiedy jedno z naszych dzieci płacze, jaka jest moja pierwsza rola jako rodzica? Czy to jest moment na wychowywanie? Czy to jest moment na pokazanie, że to ja mam rację? Czy chcę wtedy im udowadniać, że warto było mnie słuchać? Czy chcę chodzić naburmuszona, kiedy jego coś boli? Czy to jest rzeczywiście rola, którą chcę przyjąć w chwili, kiedy ono cierpi? Nie. Kiedy któreś z naszych dzieci płacze, chcę być towarzyszem, dać mu wsparcie, bezpieczne środowisko do tego, żeby się wypłakało, odzyskało siły, spokój i zasoby do poradzenia sobie z daną sytuacją. Dopiero później jest czas na szukanie rozwiązań i wyciąganie wniosków z tego, co się stało. Tego tak naprawdę pragnę. To był pierwszy krok: uświadomienie sobie, czego chcę w takich sytuacjach i jasne nazwanie tego. Później poszłam o krok dalej. Denerwuje mnie płacz dziecka – dlaczego? Skoro tego chcę, to dlaczego robię inaczej? Dlaczego towarzyszą mi zupełnie inne myśli, kiedy ma miejsce taka sytuacja? Dlaczego wtedy pojawia się niechęć do towarzyszenia, dawania wsparcia, a nie to, czego pragnę, kiedy jestem spokojna? Dlaczego wtedy nie ma we mnie gotowości do tego, aby być przy nim? Skąd to się bierze? Wtedy doznałam olśnienia. Zaczęłam mówić sama do siebie: Wiesz, o co w tym chodzi, Agnieszko? O to, że ty tę całą sytuację rozpatrujesz jako atak na ciebie. Widzisz to przez pryzmat samej siebie, a nie tego, co w tym momencie dzieje się z twoim dzieckiem! Moment, w którym dziecko się przewróciło i płacze lub kiedy jeden z naszych synów popchnął drugiego, lub kiedy zabawa skończyła się w nieprzyjemny sposób, postrzegałam przez pryzmat samej siebie i tego, co ta sytuacja znaczy dla mnie, a nie dla nich. Myślałam: Przecież ich ostrzegałam, że tak to się skończy. Trzeba było mnie posłuchać. Tłumaczyłam im to już tyle razy. Wkurza mnie to, że ciągle ktoś płacze. Przeszkadza mi to. Zabiera mi to czas, który miałam przeznaczyć na coś innego. Mnie, mi, ja: wszystko, co myślałam, dotyczyło mojej osoby. Wszystkie interpretacje, które wtedy pojawiały się w mojej głowie dotyczyły mnie. Nie tego, że dziecko w tym momencie cierpi, że je boli i że mnie potrzebuje. Kiedy patrzymy na jakieś wydarzenie, w naszym umyśle natychmiast następuje interpretacja tego, co się dzieje. Nasz mózg musi nadać znaczenie danej sytuacji, odpowiadając na pytanie: co tutaj się aktualnie dzieje? O co tutaj chodzi? Ponieważ mózg jest egocentryczny, w naturalny sposób nadaje interpretacje przez pryzmat nas samych. Stąd zwykle pierwsze pytanie, na które odpowiada brzmi: Co to wydarzenie znaczy dla mnie i co mam z tym zrobić? Co to znaczy dla mnie, a co dla dziecka? Moje interpretacje płaczu dziecka nie dotyczyły tego, co dzieje się z nim, ale tego, jak mnie to dotyka, jak mi przeszkadza, wkurza i zabiera czas. Czasem dochodziła jeszcze do tego myśl, że miałam rację i że “dobrze mu tak” – niech się przekona, że tego typu zabawy kończą się tak, jak mówiłam. Oczywiście nieco wyolbrzymiam to, co się we mnie działo, aby pokazać Ci, jak absurdalne jest to, żeby rozpatrywać cierpienie i ból dziecka przez swój pryzmat. Jest to z jednej strony naturalny dla człowieka sposób funkcjonowania, ale z drugiej – nie służy on naszym relacjom. Nie służy też wychowywaniu dzieci tak, jak byśmy tego chcieli. Dlatego to ważne, aby ćwiczyć u siebie umiejętność wychodzenia z pierwszej narzucającej się nam interpretacji. Taki sposób interpretowania ma rację bytu wtedy, kiedy zagrożone jest nasze bezpieczeństwo. Wtedy musimy ocenić, jaka jest skala zagrożenia i jak powinniśmy na nie zareagować. Jednak większość sytuacji z naszego rodzicielskiego życia to nie są sytuacje alarmowe. Dopóki żyję w świecie wyłącznie takich interpretacji, nigdy nie będę w stanie dać wsparcia drugiej osobie. To dotyczy zarówno dzieci, jak i wszystkich pozostałych ludzi wokół mnie. Jeśli zachowaniu drugiej osoby nadaję znaczenie przez pryzmat tego, co mi to robi i jak mnie dotyka, nie będę w stanie jej towarzyszyć. Nie będę mogła jej pomóc ani ją wesprzeć. Bo to tego konieczna jest ciekawość drugiego człowieka i tego, co się dzieje u niego. A nie ma na nią miejsca, kiedy kręcimy się wokół siebie. Chcę, aby w moich działaniach wobec dzieci chodziło o nie, a nie o mnie. Chcę je wspierać, towarzyszyć im, uczyć tego, co mogę je nauczyć i tego, co jest im potrzebne. One nie są odpowiedzialne za moje potrzeby czy moje samopoczucie. Jeśli będę od nich oczekiwać, by sprawiały, że czuję się dobrze, nigdy nie będę gotowa, by im naprawdę służyć. A to jest mój cel na bycie rodzicem, bycie mamą. Co więc warto z tym zrobić? Ucz się dbać o swoje potrzeby. Dlatego tak ważne jest uczenie się dbania o moje potrzeby w inny sposób niż “wykorzystując” do tego moje dzieci. Służenie i pomaganie im opiera się na tym, jak się czuję i na ile “pełna” ja sama jestem. Nie jest to więc “nalewanie z pustego dzbana”, ale dbanie o to, by on był pełny, aby następnie przekazać to, co w nim jest, moim dzieciom. 2. Ćwicz tworzenie nowych interpretacji. Zacznij zadawać sobie pytanie: Co takiego to wydarzenie znaczy dla niego, dla mojego dziecka, a nie dla mnie? Co się wydarzyło w jego świecie? Jak on rozumie i przeżywa to, co się stało? Dzięki temu coraz częściej będziesz postrzegać jego płacz przez pryzmat tego, co się dzieje w życiu malucha, a nie co ten płacz znaczy dla Ciebie. Te dwa kroki zmieniły zupełnie moje funkcjonowanie w tym temacie. Dziś w większości sytuacji, kiedy stykam się z płaczem moich dzieci, jestem w stanie zachować spokój i naprawdę je wspierać. Powyższe wyjaśnienie jest tylko jedną z możliwych odpowiedzi na pytanie: Dlaczego denerwuje mnie płacz dziecka? Jeśli często doświadczasz obniżonego nastroju, smutku, przygnębienia, irytacji na to, co i jak robi dziecko – warto skorzystać z pomocy specjalistów (terapeuty lub psychologa), aby dać samemu sobie wsparcie, którego potrzebujesz.
Udostępnij na Pinterest yakobchuk 13k zasobów Tagi pokrewne: Kobieta Do domu Wnętrze Rano Opieki zdrowotnej Ból Emocje 22+ Zły Depresja Sam Smutek Nastrój Negatywny Uczucie Wzajemne oddziaływanie Myśli Nieszczęśliwy Strych Wewnątrz Brunetka Cierpienie Kobiecość Kunktatorstwo Kryty Negatywne Pełna długość Choroby kobiece Zespół napięcia przedmiesiączkowego
dziewczyna przeze mnie płacze